Szare Pelargonie r. IX Szara rzeczywistość


             Ben obudził się, w zanurzonym już w blasku wschodzącego słońca pokoju. Okoliczności te byłyby nader przyjemne, gdyby upojnej scenografii nie psuło wypełniające Bena uczucie mdłości na samą myśl o pracy ,do której zaraz miał się udać. Z ociąganiem usiadł na łóżku. Poczuł jak zsuwająca się ciepła kołderka zabiera ze sobą kojące uczucie ciepła, a jego- nieboraka, wystawia na działanie okrutnego chłodu. Przeszedł go znienawidzony, aż za dobrze znany dreszcz- niezmienny towarzysz porannych pobudek. Puścił tęskne spojrzenie na zagrzaną przez noc poduszkę i staną przed największym dylematem z jakim przyszło mu się od dawna zmierzyć ,,wstać, czy nie wstać?” Zdobył się jednak na akt męstwa i wstał z łóżka odpychając od siebie pokusę ,,5minutowej” drzemki. Ben bowiem naiwny nie był i doskonale wiedział jak skończy się dodatkowa ,,5minutowa drzemka".
             Są jednak i tacy śmiałkowie, którzy próbują przemycić kilka dodatkowych chwil błogiego snu. Koniec najczęściej jest marny, gdyż pobudka- jak łatwo się domyślić- następuje o wiele później, niż  było to ambitnie planowane. Nieborak ,który niczego nie jest jeszcze świadomy przecierając zaspane oczęta, spogląda nieświadom na zegarek. Wnet ukazuje mu się godzina dalece odbiegająca od pożądanej pory. Następuje krótka faza mikro-agonii. Przez chwilę nieszczęśnik testuje profesjonalne metody cofania czasu- pomruguje, przeciera oczy i skiełczy. Gdy pomimo przeprowadzenia procedury wskazówka ani drgnie wpada w histerię. W szaleńczym popłochu z bijącym sercem wyskakuje z łóżka ,czując jak zimny pot nachodzi mu na czoło. Z zamglonym wzrokiem od niedowierzania kieruje się według nawyków do pomieszczeń pierwszej potrzeby. Bez względu jednak na to, jakie działania zostaną podjęte ,koniec jest ten sam- kapitulacja. Okazuję się bowiem ,że mimo usilnych starań ,czas nadal bezczelnie mknie. Powiem więcej! Skurwysyn zwiewa nawet szybciej!
Niejeden w końcowym etapie, gdy już wszystko jest przesądzone i gdy nie mają już sensu stres i wszelkie próby, odda się błogiej zadumie. Pomyśli sobie ,,czemu akurat jak się śpieszę to ten czas tak gna?” inny nadal jest jeszcze w szoku, po tym, co zaszło ,,ale przecież ja tylko zamknąłem oczy!” , znajdą się też optymiści ,,w sumie, nic ważnego rano nie mam, może jakoś przemknę”. Większość nieszczęśników to jednak realiści, którzy nauczeni doświadczeniem wysapią tylko w przerwie w biegu oschłe ,, Znowu!?”.

          Po tej szybkiej, mało zachęcającej ,retrospekcji Ben odtrącił myśli o drzemce i ruszył szybkim acz smutnym krokiem do łazienki.
          Dokonał wszelkich koniecznych zabiegów by doprowadzić swoje ciało do względnie reprezentacyjnego stanu.
          Żal jednak jaki odczuwał ustąpił szybko świadomości ,że czeka go coś przyjemniejszego , nawet od snu. Nie mógł się doczekać, aż zbombarduje go salwa zupełnie nieistotnych kwestii. Co zjeść na śniadanie? Jakie spodnie założyć? Zadumał się więc nad kwestią doboru koszuli. Zamiast typowych, białych, roboczych koszul zainwestował ostatnio w nowe, które o wiele bardziej przypadały mu do gustu. Wcześniej nie przykładał wagi do wyglądu, nosił to co miał, nie zastanawiając się nad tym, w czym czuje się dobrze i pewnie. Przykładał co i raz do twarzy inną i inną. Przechodzący korytarzem Jack zauważył cały rytuał, nie powiedział jednak nic a nic. Uśmiechnął się tylko pod nosem i ruszył dalej. Cieszył się ,że Benowi wyraźnie posłużył czas z nim spędzony. Chłopak nie przypominał już cyborga zahukanego przez tępe społeczeństwo, wykonującego ślepo każde polecenie ogółu. Nauczył się działać nieschematycznie, robić coś wbrew innym, ale w zgodzie z sobą ,na czym tak Jackowi zależało.

       Czytelnik musi bowiem wiedzieć jeszcze jedną bardzo istotną rzecz. Pozornie absurdalny i nie wart uwagi dylemat koszuli jest dla Jacka tym czym dla 7latki wybór miedzy małym kotkiem a szczeniaczkiem.

       Mniej więcej takiej rangi jest problem Bena w opisanej wyżej kwestii. Koszula zostanie jednak niechybnie poplamiona. Po co więc się w ogóle przejmować, ktoś spyta? Wcześniej Ben sam zadałby te pytanie, tak też zrobił, na co usłyszał odpowiedz Jacka:

- Lepiej jest poświęcić najlepszą rzecz, skoro ona czyni nas pewniejszymi siebie , niż poświęcić swoją pewność siebie dla rzeczy ,dla której nie warto się przejmować, prawda?

      Zatem Ben wyszedł ,prawie spóźniony, w granatowej koszuli ,która wiedział, że po wizycie w pralni chemicznej straci swój urok ,ale za to pewny siebie i dumny z dokonanych wyborów dzisiejszego poranka.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Szare Pelargonie Rozdział V Oddech

Szare Pelargonie r. VIII Srebrne złoto