Posty

Polecany post

Szare Pelargonie r. VIII Srebrne złoto

Nie byli na przechadzce za długo, ale za to długo wystarczająco, ażeby Ben oprowadził Jacka po mieście a tenwykazał lekceważący stosunek do wizji wycieczki turystycznej. Podczas gdy chłopak trudził się by jak najbardziej obrazowo opisać więźniowi miasteczko w dolinie (a nie było to proste zadanie gdyż znajdowali się w prawdopodobniej najbardziej mdłym miejscu na Ziemi ), jego słuchacz ostentacyjnie odwracał wzrok od wskazywanego kierunku lub przystawał przy losowym drzewie i kontemplował chwilę pochłonięty tajemniczymi rozważaniami. Ben przywykł już do osobliwych zwyczajów Jacka zatem po kilku karcących spojrzeniach ,które nie odniosły pożądanego rezultatu ,dał sobie spokój i na znak pogardy przedsięwziął protest ciszy, mając nadzieje ,że to skłoni jego towarzysza do poprawy swego haniebnego zachowania. Kiedy i to zawiodło chłopak w miarę mijającego czasu przeobraził się bezwiednie w cichego kompana nocnej wędrówki doceniając magię bezgłosu w mroku uśpionego miasta.
Dotarłszy do drzwi…

Cena

Obraz
Kiedy ciepła już nie będzie,
bo spłoszone chłodem ucieknie
ja będę Cię moją miłością nieśmiało
co wieczór otulać

Gdy światło też zawiedzie
bo milcząc w mrok się przerodzi
ja krzyczeć będę aż jasność w Twym sercu ciemność odroczy

Gdy wokół radość wszelka zamrze
i łzy popłyną po twarzy Twej srebrzyste
otrę je policzkiem swoim
otrę smutki wszystkie

A wreszcie kiedy już tylko jedna droga wyjściem Ci się wyda
i kiedy upadniesz strapiony
czekając na finał
Ścieżkę inną Ci wskaże
poderwę Cię ja z ziemi
choćbym miała sama więdnąć
miłość warta ceny



Szare Pelargonie r. VII Tchnienie

Dni mijały wolno, każdy był taki sam- powitany zachmurzonym niebem, zwieńczony toksyczną nocą. Dni mijały wolno a krew płynęła szybko jak wartki strumień bez początku i końca. Dni mijały wolno, w otępieniu i chaosie wyparcia.
Dni mijały wolno....
A Ben poddawał się ich powolnemu prądowi i czekał...
Pomiędzy nim a Jackiem nawiązała się nieokreślona, nieinicjowana nić zrozumienia i zgody. Przyzwolenia i akceptacji. Choć żaden nie miał na tyle odwagi by to powiedzieć na głos nie płosząc wątłej nadziei  ,czuli, że razem mieli szansę zmienić coś w świecie ,który ich otaczał. Byli oni, przeciwko całej reszcie. Oni. Nie tylko Ben, ale on i Jack. Niedoświadczone wcześniej poczucie bycia częścią małej, acz tak znaczącej wspólnoty dało Benowi coś więcej niż wsparcie i swobodę. Dało mu przeświadczenie o słuszności jego poglądów, w jego umyśle, wcześniej tłamszonym i hamowanym narodziła się myśl ,którą zwykł karmić się w ostatnim czasie jak najsłodszym nektarem- na przestrzeni tych wszystkich lat…
Słyszałem bicie swojego serca. Słyszałem serca wszystkich. Słyszałem ten ludzki dźwięk, który wydawaliśmy, nikt się nie poruszył, nawet wtedy, kiedy w pomieszczeniu zrobiło się ciemno. Raymond Carver (z książki O czym mówimy kiedy mówimy o miłości)

Droga

Na początku była mgła Gęsta i nieprzyjazna Połacie bieli maskujące przepaść
do której niechybnie się zbliżałem Byłem na drodze do zatracenia i upadku
Ale była to droga jedyna jaką widziałem
Błądziłem w zawieszeniu
rozdzierany rozpaczą i strachem
Zrywałem się do biegu
Zawracałem z mozołem
Skręcałem gwałtownie  chcąc oszukać fatum

Aż w końcu…

… przestałem się rozglądać …szukać drogowskazów i szlaków …patrzeć w niebo
…nasłuchiwać czyichś kroków Byłem sam Byłem pośród nicości I zaakceptowałem to I  szedłem dalej A wnet mgła tak mnie hamująca okazała się zwiastunem poranka Przepaść kotliną z sadem A gdy rozpostarte zostały skrzydła nicości rozejrzałem się
I zobaczyłem ,że cały czas podążałem zgodnie ze szlakiem
Jedynym szlakiem
W labiryncie marności ***

Każdy ma swoją droge, szlak w życiu który jest dedykowany specjalnie dla niego. Bohater chciał iść przez życie bez pokory, w przeświadczeniu o swojej wyjątkowości. Nie widział jednak końca swej drogi a i sam szlak był spowity gęstą …

Szare Pelargonie r. VI Nadzieja

Obraz
Gniew. Jaki jest gniew? Gniew jest gorzki. Gniew jest obezwładniający, jest przebiegły i bezwzględny. Gniew jest silny.
Ben go znał. Wiedział jaki jest.
Poznał go szczególnie ostatnimi czasy. Doznał na własnej skórze mocnego ucisku jego szponów zaciskających się na gardle. Czuł na karku jego cuchnący wyziew przypominający mu ,że nie jest sam.  I nie był. Ben od pamiętnej burzy wyczuwał w sobie pokłady nowej, nieznanej siły, która stała się jego integralną częścią. Wysycała jego ciało, ciągnęła się po skórze jak lepka smoła zatruwawszy umysł gęstą stagnacją. Ben był zły. Był naprawdę zły. Czara zrozumienia i pobłażania bądź prędzej wyparcia i bezsilności została przelana. Przez kolejne dni w Benie narastała obezwładniająca go potrzeba pokazania na co go stać. Chodził do fabryki globusów zgodnie z tym co nakazywała mu jego Stara Natura, kiwał na powitanie, ściskał wysunięte w jego kierunku niechętne dłonie, czaił się w kącie, pracował do ostatniej minuty i spełniał wytyczne z należ…

Rama

Czy tylko wyznania w swej oprawie bogate
czy tylko róże a nie żaden bratek
czy tylko skarby i precjoza przeróżne
godne są uwagi?

O dusze próżne!

Zaklinam wasz byt jakoby zbyt płonny
by uczestnictwa w mozaice był godny

Bo uczucie najszersze ramy nie wymaga
lecz ten co je żywi swym bólem je wzmaga

Unknown